
Weekendzik minal jak z bata strzelil:(...naszczescie byl super. Pogoda w Londku(tak Madziorek nazywa Londyn) o dziwo dopisala...troszke padalo w niedziele ale ogolnie bez zarzutow.
Czas minal nam super, spacery, zakupy, i kilka partyjek w scrabble z sasiadami.
No...mamy swienych sasiadow co tu duzo pisac..Wprowadzili sie dwa lata temu ...sa naprawde fantastyczni, wymiana ciastowa i potrawowa praktycznie co tydzien...fajnie tak.A i cukier jest od kogo pozyczyc:).
milo jest miec jakies polskie "mordki" kolo siebie.
Dogadujemy sie super i dbamy o siebie nawzajem , no i bezpieczniej tak jakos.
Ja juz w pracy ...czekam z niecierpliwoscia na kolejny weekend..pogoda ma byc boska!!!
Milego tygodnia Kochane!!! I niech juz przestanie u Was padac .
Wysylam troszke angielskiego slonka:)

dawaj mi tu to słońce i tych sąsiadów!!!!!!!!! i ciasto :)))
ReplyDeletea powiem Ci,że mi też się tak zawsze wydawało..a an tej diecie daje radę :)
ReplyDeletea jakie ciasta? zjadłabym coś dobrego, mmmmm.
ReplyDeleteU mnie w prawdzie nie pada, ale pogoda do dupy i tak. Brrr.
Super to zdjęcie pod tytułem bloga;)
Dziękuję za życzenia:* I odrobinę słoneczka chętnie przygarnę;)
ReplyDeleteNo popatrz,a zwykle to Londym jest płaczliwy,a ty razem na odwrót...ważne jest jakich się ma sąsiadów,ja mam kiepskich,nadętych ,ponurych i nieżyczliwych...
ReplyDeleteO. dziękuję ... "stara" klubowiczka?
ReplyDeletehmm...
w opowiadaniach brakuje "Ewy" .. próbuję dokończyć. To najdłuższe chyba moje dzieło, ale już tasiemiec wenezuelski powstaje, więc trzeba kończyć!