Weekend minal pieknie i cudownie...slonce pieklo...latalismy bo grilowych znajomych:)(my niestety ogrody ni w zab..ani nawet balkonu), opalalismy sie w praku , wcinalismy arbuza...
Nistety wszystko co piekne szybko sie konczy.
W poniedzialek znowu do pracy. Moja szefowa namietnie mnie wkur***. No bo czy to moja wina ze chce zrobic z siebie ksiegowa od siedmiu bolesci i wielce nie moze sie zdecydwac na system ksiegowosci.Nie bylo by w tym nic dziwnego tylko wychodzi na to ze ja miesieczne faktury mam robic podwijnie, juz drugi miesiac z rzedu...najpierw w jednym pozniej w drugim systemie. Ocipiec mozna.
Oprocz tego moj braciszek jest w trakcie rozwodu...masakra. Ostatnio nawet myslalam jaki dziwny zbieg okolicznosci...pobrali sie w 1997 -piersza wielka powodz w Polsce.Trzynacie lat pozniej rozwod....i tez powodz...
Pojawilo sie swiatelko w tunelu ze moze uda nam sie wyrwac do Spain na pare dni...kurcze super by bylo...Oczywiscie nadal wszystko rozwazamy i kalkulujemy , no bo wiecie a to wulkan a to praca...Ostatecznie zostanie nam Walia + ocean + namiot:)... w sumie jest tam pieknie tylko ze upalow brak...Czas pokaze...
Tapeta na maj
5 years ago

oj, Spain ... jakbym tam chętnie poleciała ... tez planujemy, ale tak wrzesień-październik (tam zawsze ciepło) ... ech ...
ReplyDeletepozdrawiam
a czemu Rurencjo Cie nie ma na gygy ???:) namioty też boska sprawa!!!!!
ReplyDeleteTrzymam kciuki za urlop, taki, jakiego pragniecie:*
ReplyDeleteŁo matko, a czego Madzia Cię tak wyzywa od Rurencji;)